Dzięki znajomościom Lidki poddałam się terapii misami tybetańskimi. Zaczęło się przyjemnie, ale oprócz łagodnego dźwięku mis narastał dźwięk jak goteborski sztorm, który dopiero co ciężko przeżyłam tydzień temu. Wytrzymałam godzinę, ale ktoś niestabilny psychicznie mógłby wylądować na pogotowiu psychiatrycznym.