Świadoma świadomość to bardzo niewiele z osobowości człowieka, ponoć rządzi nami podświadomość. Tyle, że w filmie Innaritu Birdman, to nie jest jakaś freudiańska podświadomość tylko to co tak szczerze, naprawdę czujemy. Rozgłos za wcielenie się w Birdmana to prawdziwa osobowość starszego aktora. Gra go Michael Keaton, który jak pamiętamy grał kiedyś Batmana. Zamiast robić następny odcinek kasowego serialu Birdman 4, wystawia ambitną sztukę na Broadwayu, bo chce sobie i wszystkim udowodnić, że potrafi robić prawdziwą sztukę.

Wszyscy kochali Birdmana. Ten Birdman siedzi w jego podświadomości, gada do niego, ale świadomość stara się go przezwyciężyć dążąc do ambitnego aktorstwa na Broadwayu. Okazuje się że uczucia i prawdziwa natur zwyciężają – na końcu aktor szybuje wolny jak birdman.

Można widzieć schizofrenika w aktorze słyszącym głos Birdmana. Ja widzę tylko jednego z wielu ludzi, w których walczą świadomie wyuczone kanony tego co dobre, z nieświadomymi, przytłamszonymi, acz wiele silniejszymi uczuciami drzemiącymi w każdym z nas.


Decydująca scena filmu to wypowiedz córki, niezbyt udanej, na odwyku: “Guess what. There is an entire world of people fighting to be relevant every day. … You are scared to death, like the rest of us, that you don’t matter!”

Ten sam reżyser zrobił 21 gram, Babel i Biutiful. Z tych filmów tylko Babel mi się podobał. Birdman to jego najlepszy film dotąd. Michael Keaton jest fenomenalny, ale wszyscy aktorzy sa świetni: Edward Norton, Emma Stone, Zach Galifianakis.