Typowa definicja zaczyna się od tzw genus proximus, czyli szerszego pojęcia. Np pies to jest ssak, ssak to jest zwierzę … itd. Demokracja to jest co? To jest władza. Demokracja to jest władza (kratos) pochodząca od ludu (demos). No i co czujecie się władcami? Alternatywnymi źródłami władzy ludu jest władza jakiejś grupy, np arystokracja, teokracja, technokracja.

Ciekawe, bo mnie się właściwie wydaje, że żyje w kraju w którym władzę ma grupa – np ludzi z partii, której nie wybierałam, lobbyistów którzy płacą za kampanie prowadzące do tego, że policja zamiast ścigać prawdziwych przestępców, ściga młodych ludzi, których jedynym grzechem jest chęć posłuchania muzyki czy obejrzenia filmu. Jedyna różnica między demokracją a inną kracją, jest to że w demokracji grupa rządząca nie jest grupą jawną, dobrze zdefiniowana tylko dosyć przypadkowa. Tak jest przynajmniej w znanych mi demokracjiach reprezentatywych.

W Szwajcarii i Lichtenstein jest demokracja bezpośrednia. Prezydent, ma minimalną władzę, bo dostaje bardzo mało pieniędzy od podatników, decyzje podejmuje się lokalnie w referendum – decyduje większość, tyle, że o sprawach własnego podwórka, na których się dobrze znają.

Demokracja to nie jest ustrój tylko istotny jego komponent – mianowicie źródło władzy. Republikański kandydat na prezydenta Ron Paul uważa, że podstawą orientacji ustroju panującego w US – konstytucyjnej republiki, jest właśnie konstytucja. To zgodność z konstytucja powinna być podstawą ustaw, a nie zgoda 51% przeciw 49%. Zmiany w konstytucji wymagają większości 2/3. Konstytucja jest więc gwarantem, że demokracja nie obejmuje tylko głosujących tu i teraz, ale również naszych przodków, którzy potrafili za nią oddać swoje życie. Arystoteles twierdził, że to czy państwo jest dobrze rządzone zależy bardziej od przymiotów ludzi u władzy niż od samego ustroju. Wniosek z tego, że najważniejszym dla nas powinno być zapewnienie warunków rozwoju tak aby najlepszy z nas zwyciężał – nie wuj czy kuzyn, tylko najlepszy.