Nareszcie! Hollywood robi to co powinien, czyli bawi widza. Gęstość żartów wizualnych i werbalnych kalamburów jest taka, że film świetnie bawiłby bez dźwięku, i podobnie sama jego ścieżka dźwiękowa.
Reżyserem sequela Naked Gun jest Akiva Schaffer. Doskonale wpisuje się w błyskotliwe żarty i slapstickowy styl oryginału. Świetna fabuła wg przepisu na typowy film akcji. Los świata wisi na włosku, a jeden facet musi nas wszystkich uratować. Problem w tym, że ten facet to porucznik Frank Drebin – nieudacznik, który sam wystarczy, żeby przez przypadek świat zniszczyć. Komizm powstaje w zderzeniu powagi fabuły z porucznikiem i dlatego tak ważna jest ta rola. Liam Neeson wywiązuje się z niej summa cum laude.

Typowe dowcipy to dosłowne a nie pragmatyczne rozumienie wypowiedzi. Frank Drebin grany przez Leslie Nielsena proponuje papierosa podejrzanemu Papieros?, ten odpowiada Tak, widzę. Liam Neeson podczas przesłuchania mówi: powiedzmy, że byłeś w kinie, a podejrzany powtarza chórem ze wszystkimi innymi byłeś w kinie. Czyta z akt oskarżonego: Says here you did 20 years for man’s laughter. -Manslaughter. -Must have been some joke.
Kiedy Drebin przesłuchuje Beth Davenport (Pamela Anderson jest świetna) w sprawie zaginięcia jej brata, mówi mu, że ukończyła szkołę w Los Angeles. Drebin odpowiada wtedy: UCLA? (you see LA) Beth: Widzę codziennie. Drebin uprzejmie proponuje: take a seat a Beth dosłownie bierze krzesło.

Gagów jest takie zagęszczenie, że potrafią nawet umnknąć uwadze, warto zwrócić uwagę jak robiony jest mug shot (zdjęcie policyjne) na posterunku.
Jedyną rzeczą, której mi brakowało to klasyczna sekwencja otwierająca – wizja z policyjnego samochodu na syrenie taranującego absurdalne miejsca. Było to signum oryginalnych filmów, podobnie jak intro w James Bond. Powinno zostać przywrócone.

