Ze wspaniałej uczty muzycznej w Mielnie i Koszalinie wróciłam do powyborczej rzeczywistości szwedzkiej. Na jaw wychodzą oszustwa Somalijczyków, takie np jak wyposażenie wyborców w karty z góry zakreślonym nazwiskiem kandydata. Prokurator sprawdza czy kandydaci za to płacili. Kandydaci somalijscy nie kryją, że będąc posłami w Riksdag będą wspierać swój kraj pochodzenia.

Liberała europejskiego dzieli przepaść od somalijskiego członka klanu. Ten pierwszy jest “anywhere” ten drugi zdecydowanie “somewhere”. Nawet jeśli opuścił swój klan to klan pozostaje w nim. Nie jest to wcale dziwne. Takie uczucia dla własnej rodziny i narodu, naszego miejsca na ziemi, jeszcze niedawno były w nas. Wdzięczność dla rodziców za wychowanie nas, poczucie obowiązku opiekowania się nimi na starość, wdzięczność dla kraju za to że mogliśmy w nim znaleźć wspólnotę historii i kultury. To zupełnie normalne że Somalijczyk czuje solidarność ze swoim krajem pochodzenia, że chce pomoc swoim. Nie uważa też, że robi krzywdę swojemu tymczasowemu krajowi pobytu, bo ten przecież jest zamożny i może sobie pozwolić na pomoc Somalijczykom.

Nienormalnym raczej jest przenosić się anywhere, nie mieć pojęcia o ludziach i kraju, który cie otacza. Żyć w komórce a nie na ziemi. A jest to aktualnie normą – są np miasta w Tajlandii gdzie dominują ludzie z całego świata pracujący online. Oni nie tworzą z lokalsami wspólnoty, nie znają nawet języka. To nie Somalijczycy są nienormalni tylko współcześni globalni liberalni nomadowie. Somalijczycy tacy jak Mursal Isa, którzy chcą być tu i teraz jako część szwedzkiego społeczeństwa, są torpedowani przez liberałów, gdyż odsłaniają prawdziwe oblicze multikulti.

I to właśnie przychodzi do głowy mnie – zeszwedczałej Polce w Goteborgu. (cytat Theresa May)

PÅ SVENSKA

Det finns Somalier som Mursal Isa, som vill vara en del av det svenska samhället här och nu, men sådana motarbetas av liberaler eftersom de blottlägger mångkulturens sanna ansikte och blir inte lydiga instrument och röstboskap. 

Det ärr en djup klyfta mellan den europeiske liberalen och den somaliske klanmedlemmen. Den förre tillhör gruppen som kan leva ”var som helst” (*anywhere*), medan den senare är rotad på en specifik plats (*somewhere*). Han har lämnat sin klan men bär klanen inom sig. Detta är knappast förvånande. Det är helt naturligt för en Somalier att känna solidaritet med sitt ursprungsland och en vilja att hjälpa sitt eget folk – de som blir kvar har ingen stat de kan lita på. För inte så länge sedan hyste även Européer sådana känslor för våra egna familjer och nationer – för vår egen plats på jorden. Vi kände tacksamhet mot våra föräldrar för att de uppfostrat oss och en pliktkänsla att ta hand om dem på ålderns höst; vi kände tacksamhet mot vårt land för gemenskap och kultur. 

Det som faktiskt är onormalt är att bli en person som kan leva ”var som helst” – att sakna koppling till människorna och landet omkring sig – att leva i sin mobil i stället för mark under fötterna. De bildar ingen gemenskap med lokalbefolkningen – de talar inte ens språket. Det är inte somalierna som är onormala, utan snarare de moderna, globala, liberala nomaderna. Och det säger en Polska i Sverige men jag lyssnar inte på liberalerna och låter bli att lära mig svenska.